ZAKUPY Z ROSSMANN / NOWOŚCI W KOSMETYCZCE


Już jutro startuje kolejna, tym razem jesienna promocja -49% w Rossmann. Z tej okazji pokażę Wam dziś zakupy z poprzedniej edycji i w ramach mini przewodnika opowiem na co warto zwrócić uwagę w drogerii. Co sprawdzało mi się przez ostatnie kilka miesięcy? A czego Wam nie polecę?

Twarz:


Na początek hit, czyli Bourjois Healthy Mix - lekki podkład rozświetlający. Zbiera tak rozbieżne opinie, że autentycznie obawiałam się go kupić i utopić pieniądze, gdyby okazał się bublem. Jest jednak super mega hitem! Na co dzień jest niezastąpiony. Wygląda na twarzy świeżo i naturalnie, ładnie wtapia się w skórę. Nie tworzy rzucającej się w oczy warstwy. Długo się utrzymuje. A co najważniejsze - nie uczulił mnie, nie zapchał mi porów. Jest genialny.

Brzoskwiniowy róż z L'oreal kupiłam w zastępstwo poprzedniego, w tym samym kolorze. Stary był już... bardzo stary. Mam sentyment do róży tej firmy, używam ich od dawna i... zawsze kupuję je na promocjach. ;) Mają fajną konsystencję i ładne, złamane kolory w ofercie. Mój, to numer 160 Peach. Polecam, polecam, polecam!

Róż marki Manhattan w kolorze Hot in here zaskoczył mnie intensywnością. Sama nie wiem czego się spodziewałam, na pewno nie takiej pigmentacji. Ma piękny kolor brudnego, ale nasyconego różu. Jedyny minus - ciężko się go aplikuje. Róż pyli się, a ze względu na mocną pigmentację łatwo o teatralny, przesadzony efekt.

Z różem z Lovely wręcz przeciwnie. Czemu wszyscy zachwalają ten kosmetyk? Puder za nic nie chce rozstać się z opakowaniem, bardzo trudno wetrzeć go w pędzel, a potem w policzek. Rozciera się plamami - chyba, że porządnie wypudruję twarz. W innym wypadku przylepi się do wilgotnej skóry w jednym miejscu i powstanie plama. Szkoda, bo numer 06 to taki piękny kolor - trochę różu, brązu... Nie polubiliśmy się, niestety.


Oczy:


Kolejny klasyk, który dopiero zdecydowałam się kupić. Tusz Max Factor 2000 Calorie w brązowym kolorze. W ogóle, nie tak łatwo znaleźć brązowy tusz. 2000 kalorii nie skleja rzęs i nie osypuje się w ciągu dnia. Jest bardzo dobry, po prostu.

I pewien dziwny produkt - Maybelline Brow Precise Fiber Filler, czyli maskara do brwi z kosmicznym grzebykiem i włókienkami, które dodają brwiom objętości (Wreszcie mam brwi jak Cara Delevingne, haha!). Po jej nałożeniu włoski mogą stać nawet na baczność, bardzo dobrze utrwala. Nie używam codziennie, ale jak najbardziej polecam jako ciekawostkę, działa! :)



Paznokcie:


Co do lakieru Deborah Gel Effect nr. 53 (fioletowym) mam mieszane uczucia. Ma gęstszą konsystencję niż reszta moich lakierów, trudniej nim nałożyć cienką warstwę. Dość długo schnie. Mam inny lakier z Deborah - z serii 7 Days Long - i jest o wieeele łatwiejszy w obsłudze niż ten "żelowy". Czyli niestety, bez rewelacji, polecam tę drugą, siedmiodniową serię ;)

Usta:


Pozostając przy kosmetykach marki Deborah, Red Shine nr. 8 - pomadka, która kolorem wygrywa wszystko. Piękny, nasycony pomarańcz o błyszczącym, więc teoretycznie nawilżającym wykończeniu. Teoretycznie, bo w praktyce okrutnie wysusza mi usta. Po nałożeniu przyjemna, pomadka wysycha wysysając całą wodę ze skóry. Pachnie słodko, dla mnie nieprzyjemnie. Łatwo się zjada, a smakuje tak, jak pachnie. Słodko, kosmetycznie, drażniąco. Na nie.

Na koniec konturówki z Miss Sporty. Maleńka Mini-me Lip Liner w kolorze 010 Toffee, jest fajnym kolorem z serii "my lips but better". Ma delikatny, beżowo-brązowy kolor wpadający w róż. Ma też ciekawą konsystencję, jest bardzo miękka jak na konturówkę. Nie jest zbyt trwała, zachowuje się jak typowa kremowa pomadka. Dwie pozostałe kredki w kolorach 007 Slow i 005 Congo są twardsze, długo utrzymują się na ustach, a już szczególnie ta zgaszona czerwień Congo ma przepiękną, ciepłą barwę. To fajna czerwień nawet co dzień. Polecam, szczególnie za tak niewielkie pieniądze. :)


Dajcie znać, czy macie coś z tych hitów i bubli, wybieracie się na zakupy w ramach promocji -49% w Rossmann?
Co planujecie kupić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz