LUMPEKSOWY HAUL #1 + FAJNE SECOND HANDY W POZNANIU


Hej kochani!

Będąc ostatnio w Poznaniu, miałam okazję zajrzeć do kilku lumpeksów. Miałam okazję - no, powiedzmy sobie szczerze, że wyczekiwałam tej wyprawy z wypiekami na twarzy. Gdy ostatnio byłyśmy z przyjaciółką na ciuchach, udało mi się złowić wymarzone wieki temu buty - krótkie, brązowe trampki Converse, za niecałe 8zł. Rozumiecie więc, że nie mogłam podarować sobie kolejnego wyjścia. Tym razem, w moje ręce wpadł zimowy płaszcz skrojony jak rybacka kurtka, bez zaznaczonej talii, z wielkimi kieszeniami i szerokim rękawem. Cudowny, boski, ale to nie wszystko.



Zaśmiałam się, że na wiosnę kupuję zimowy płaszcz. Lekko wygnieciony, to prawda, leci oczywiście do pralni, ale spójrzmy na skład: 80% wełny. Kupiony na wagę za 13zł. Włączając cenę prania, mam nowy, wełniany płaszcz za kilkadziesiąt złotych. Piękny kolor zgaszonej czerwieni. Skośne kieszonki na zmarznięte łapki - bardzo wygodne, do tego duże kwadratowe kieszenie z klapą. Rozmiar M, lekko za duży, ale ja właśnie takie płaszcze lubię.


Dżinsowe spodenki z wysokim stanem, z błękitnego dżinsu. Wyglądają na obcięte z długich spodni. Nie szkodzi, i tak zawijam nogawki. Kupione za 7zł na sztuki, metka firmy krzak, ale materiał bardzo przyjemny, gruby. O dziwo, dobre w talii, nawet nieco luźne. Cieszę się jak dziecko, bo jeszcze rok, czy dwa lata temu nosiłam mniejsze rozmiary, więc na dzień dzisiejszy nie miałam szortów na lato. Na pewno przydadzą się w upały.


Nie wiecie tego o mnie, ale jedną z moich największych fiksacji są koszulki w paski. Mogłabym je nosić codziennie, nigdy nie mam ich dość. Ten wzór przypomina mi echo lat dziewięćdziesiątych, fascynacji rockiem i dżinsami o podartych kolanach. Miękka, wygodna bawełna. 5,50zł na wagę.


Kolejna bluzka pochodzi z koszmarnego, wyjściowego kompletu. Trafiła do mnie, ponieważ w sklepie nie zgodzono się rozłożyć kompletu bluzki i spódnicy na części. Jak się domyślacie, zależało mi na spódnicy. Bluzka miała poduchy wszyte w ramiona i poszerzała mi barki (skąd ta moda na figurę futbolisty?). Po wypruciu poduch i dwukrotnym praniu, magicznie skurczyła się do rozmiaru prawie odpowiadającego mojej figurze. Nie wiem, co z nią zrobić. Być może potraktuję ją jako dodatkowy materiał np. na kosmetyczkę. A może sprawdzi się do dżinsów? Jak myślicie?


Wyjściowy komplet, jak to komplet - był koszmarny, ale zawierał w sobie przepiękną, lekką, plisowaną spódnicę. Na poprzednim zdjęciu widać z bliska materiał - nadruk w kwiaty, złożony z drobniutkich kreseczek. Wygląda jak wyszywany nitką, ale nie jest. Spódnica będzie doskonała na lato. Mam już jedną uszytą w ten sposób - białą w granatowe groszki i bardzo ją sobie chwalę. W lato można ubrać się prawie elegancko, bez żadnego wysiłku, zakładając właśnie taką zwiewną plisowankę. Komplet kosztował 12zł na wagę (pewnie przez te poduchy, hmm).

A teraz o samych lumpeksach. Jeśli chodzi o Poznań, to żaden ze mnie przewodnik. Wiem tyle, ile powiedziała mi przyjaciółka, że ul. Dąbrowskiego jest ulicą lumpeksów. To chyba ogólnie przyjęty fakt, ponieważ jej koleżanki z uczelni, gdy usłyszały o naszej ciuchowej wyprawie spytały, czy byłyśmy na Dąbrowskiego, bo jeśli nie, to koniecznie musimy.

Idąc od strony Mostu Teatralnego, lewą stroną aż do ulicy Polnej, mijamy kilka second-handów wartych uwagi. Pierwszy z nich to Skandynawska Odzież Na Wagę, w pasażu z pomarańczową fasadą. To tam kupiłam trampki Converse. Moja Ola trafiła tam na uroczy zimowy sweter w skandynawskim stylu. Tuż obok kolejny, tym razem malutki sklepik z ciuchami na sztuki, również na piętrze (w tym samym budynku). Kilka fajnych kurtek i koszul, dużo dziecięcych ubranek. Trochę pusto, miałam wrażenie, że są tu od niedawna. Idąc dalej, już za Rynkiem Jeżyckim, w którejś bramie (takiej z szyldem sex shopu) zimny i wilgotny, ciemny sklep, który jednak warto odwiedzić ze względu na porządne koszule w kratę i ciekawe męskie t-shirty. Poza tym sporo sukienek, swetrów, ogólnie warto pogrzebać. Ostatni ze sprawdzonych przeze mnie sklepów z używaną odzieżą to London Look Second Hand, tuż przed skrzyżowaniem z ulicą Polną, schodami na piętro. Ze względu na cenę 10zł/kg w środy i perełki w stylu płaszcza, który wam pokazałam - na prawdę warto zajrzeć.

Uff, pierwszy haul za nami. Czy tylko mnie denerwuje to określenie "haul"? Od razu ciśnie mi się, że hol, przedsionek, wiatrołap. Czym to zastąpić? Angielski już tak wrósł w blogosferę, że to aż niemożliwe!

Ciekawi mnie, jakie macie podejście do ubrań z drugiej ręki? Szperacie po lumpeksach, czy raczej uważacie, że to nieciekawe? A jeśli tak, to co fajnego ostatnio upolowaliście? Dajcie koniecznie znać!

20 komentarzy:

  1. Zazdroszczę łupów - mnie się dosłownie nigdy nie udało w SH znaleźć żadnej perełki. Plus sposób prezentacji nabytków bardzo estetyczny, to często na blogach kuleje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszy mnie Twój komentarz, estetyczna strona bloga bardzo leży mi na sercu :) A jeśli chodzi o lumpeksy, faktycznie czasem trzeba dłużej poszukać. Dla mnie Poznań ma coś w sobie, że zawsze znajdę fajne ciuchy w second handach. W Warszawie jest zupełnie inaczej, taka "perełka" trafia się zaledwie raz na jakiś czas.

      Usuń
  2. Fajne ubranka, aż nabrałam chęci żeby połazić po moich sh :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi jak dobry plan na popołudnie :)

      Usuń
  3. ciekawe rzeczy udało Ci się znaleźć ;) płaszcz jest wspaniałą zdobyczą- piękny krój i ten skład!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo szukałam podobnego :) Jak znajdzie się coś takiego, czego bezskutecznie szuka się po sklepach - to jednak duża radość :D

      Usuń
  4. Kiedyś uwielbiałam lumpeksy i potrafiłam wyszperać tam prawdziwe cuda. Teraz jakoś już nie chodzę, sama nie wiem dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze będziesz miała okazję? :)

      Usuń
  5. Też uwielbiam latać po lumpexach :) Szczególnie czatuję na okazje wszystko po 1zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy w życiu nie trafiłam do second handu z taką ceną :D Gdzie takie cuda?

      Usuń
  6. Kocham lumpeksy! Jestem można powiedzieć nawet uzależniona....

    OdpowiedzUsuń
  7. ja nigdy nie potrafię nic upolować :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może musisz zmienić miasto, jak ja? :D A tak serio, spróbuj pójść gdzieś, gdzie nigdy nie zaglądasz - być może kręcisz się po second handach, w których z reguły nic nie ma? Zauważyłam, że fajne rzeczy znajduję często w tych samych, konkretnych miejscówkach :)

      Usuń
  8. u mnie w miasteczku jest jeden fajny lumpeks, z którego mam kilka ciuszków, ale właścicielka ostatnio mocno podniosła ceny, więc prędko niczego raczej nie kupię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ale faktycznie - jest pewna granica, przy której kupowanie rzeczy z drugiej ręki przestaje się opłacać..

      Usuń
  9. Może zamiast 'haul' po prostu 'przegląd'? :)
    Mieszkałam w Poznaniu przez 4 lata, i codziennie chodziłam Dąbrowskiego, ale na lumpach byłam tam może 5 razy :D Nie wiem czy jeszcze istnieje, ale w jednej bramie na Półwiejskiej był za moich czasów komis z używanymi ubraniami, były wiadomo droższe niż w lumpeksie, ale i też łatwiej było coś fajnego znaleźć. Ale i tak najwięcej do lumpeksów chodziłam w liceum, mieszkałam w małym mieście bez H&Mów itp, ale z dobrze zaopatrzonymi SH ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem jak "przegląd prasy" - u mnie może być "przegląd szafy" :D Mam jednak wrażenie, że słowo "haul" ma większą szansę na kliknięcie, smutna prawda. Ale myślę nad tym.
      A jeśli chodzi o Poznań - będę tam w przyszły weekend! Wyśledzę tę Półwiejską, może jeszcze istnieje ten komis? :)

      Usuń
  10. Zazdroszczę znalezisk! Moje każde wyjście do lumpa kończy się niepowodzenie, nic ładnego jeszcze nie znalazłam :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Swego czasu uwielbiałam chodzić po lumpeksach. Po dziś dzień mam w szafie mnóstwo łupów:)

    OdpowiedzUsuń