Marketing blogowy, czyli złap rybę w sieć

by - kwietnia 01, 2017


Po miesiącu blogowania okazało się, że mimo szczerych chęci, nikt o blogu nie wie, więc nikt go nie czyta. No to wyguglałam. Poczytałam coś w stylu "jak rozkręcić bloga", trochę porad "gdzie zarzucić sieć" i "czym jest metoda na candy". I po pierwsze, to uspokoiłabym się ze "zdobywaniem", "zarzucaniem" i "łowieniem". Czytelnik to nie ryba, a ja nie jestem myśliwym, żeby w Internecie zastawiać sidła.
Po drugie... Z resztą, sami przeczytajcie:


1. Blog - dla autora czy dla czytelnika? 

Znajdę chwytliwy temat, będę kupować tylko najnowsze kosmetyki, śledzić trendy. Może jakiś clickbait po drodze. Dodam słowa kluczowe, które są często wpisywane w Google. Zdobędę odsłony.

Wszystko pięknie, ale to nie cyferki czytają bloga, tylko ludzie. Przejrzawszy dosłownie kilka pierwszych stron oferujących porady dotyczące rozwijania strony, czułam jakby pominięto tę najważniejszą kwestię. Otóż czytelnik jest człowiekiem. Nie, zamiast tego tylko lajki, współczynnik odrzuceń twojej strony, monetyzacja twoich działań - twoje, twoje, dla ciebie, blogowa korpomowa - a "oni", czytelnicy, mają posłusznie klikać i tyle. Ratunku.

Blogowa rada na dziś? Nie zapominaj, że czytelnik ma swój charakter, gust, ma swoje poglądy. To on decyduje, czy chce mu się czytać Twoje artykuły. I wiesz co? Najlepsze jest to, że nie powinieneś robić nic, by na siłę mu się przypodobać. Bo czytelnik ma też rozum i w mig pozna się na oszustwie. Tak jak ty byś się poznał. Poznałbyś się, prawda?


2. Komentarze na blogu - zaangażowanie czy autoreklama?

Zaczęłam o tym myśleć, gdy po raz pierwszy zostawiłam gdzieś link do bloga. Bo niby - jeśli sam nie dasz o sobie znać, nikt nie zrobi tego za ciebie, nikt cię nie odkryje. Nikt. Nigdy. Taka prawda. A jednak, podrzucanie linków na facebooku, na forach tematycznych, a tym bardziej na cudzych blogach budziło we mnie poczucie konfliktu. Sama nie wiem... Jasne, to się nazywa mówienie o sobie. Ludzie linkują. Pamiętaj Kasia, budowanie zasięgu.

Więc pomyślałam, że jeśli artykuł mi się spodoba - zawsze zostawię komentarz. Taki pakt z samą sobą. Ale linków nie będę rozrzucać na prawo i lewo. "Hej! Świetny blog, wpadnij do mnie! (link)" Jak to brzmi? Jakbym nie przeczytała ani linijki tego, nad czymś ktoś się napracował. Słabo.


3. Obs/obs i kom/kom.

Tak więc statystyki... Odkrywając blogerskie grupy na facebooku znalazłam nie tylko ciekawe artykuły i fajnych ludzi. Znalazłam prawdziwy handel obserwacjami i komentarzami. "Ale ty zacznij" - bo nikt nie chce zacząć klikać na cudzej stronie, nie mając pewności czy sam na tym zyska. Straconego czasu nie odzyskasz. Kliknięcia są na wagę - no właśnie, czego? Blogerzy wymieniają się kliknięciami jak drożdżówkami na przerwie w szkole. Serio? Aż tak trzeba?

4. Jeśli nie chce ci się czytać własnych wpisów, to nie są dobre.

Zaglądając w statystyki bloga zauważyłam, że jeden z postów w ogóle nie generuje ruchu. Cisza. Nikogo to nie interesuje. Postanowiłam zmienić układ tekstu, może poprawić wytłuszczenia, poszukać słów kluczowych (patrz punkt pierwszy). I wiecie co? Zaczęłam i nie chciało mi się czytać do końca. Kurczę - jeśli nawet mi nie chce się tego czytać, to chyba coś jest nie tak? Przeczytałam kilka innych - całkiem w porządku. A gdzie widzę największy ruch? Tam, gdzie sama czuję, że jestem sobą. Może więc warto być prawdziwym?


Jeśli zainteresował Was temat, polecam odcinek pierwszy : do poczytania tutaj. Dajcie znać, czy nie męczy Was czasem ta blogowa gonitwa?

to może ci się spodobać

9 komentarze

  1. Dla mnie to jasne, że trzeba znaleźć równowagę pomiędzy tym co chce czytelnik, a co chcę ja. Z drugiej strony u mnie najlepiej czytają się wpisy, które pisałam trochę od niechcenia, które mi się nie podobają, są niedopracowane i dla mnie nudne. A tego nigdy nie zrozumiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że równowaga jest konieczna (jak i w życiu). Czasem się spinamy,żeby napisać coś ekstra, a ruch jest mały ;)No i właśnie nie jest to do końca "nasze" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisanie dla samego pisania jest bez sensu. Jeśli masz coś do powiedzenia i umiesz to napisać to nie trzeba ci nic więcej by przyciągnąć uwagą, no może poza cierpliwości i systematycznością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, zobaczymy jak będzie. Mam przeczucie, że dobrze, bo coraz lepiej czuję się pisząc tutaj, coraz luźniej i bardziej "sobą". Dzięki za komentarz! :)

      Usuń
  4. No ja właśnie dzięki kom/kom... przełamałam swoje bariery i zaczęłam czytać naprawdę ciekawe blogi :)
    Trudno co prawda mówić o "poznawaniu" ludzi, ale mi osobiście życie wirtualne nadal jest nienamacalnym i nie chciałabym, aby mnie pochłonęło. A teks "złap rybę w sieć" to takie uprzedmiotowienie człowieka, mało zachęcające myślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest, to "złap rybę w sieć" oddaje po prostu wszystko, co miałam okazję przeczytać na temat blogowego marketingu na innych blogach. I nie podoba mi się to. :c
      Bardzo ciekawa perspektywa, w której handel komentarzami przynosi coś dobrego i szczerego :) Dzięki!

      Usuń
  5. Z chęcią poczytałam i uśmiałam się:) To taka lekką opowieść o wszystkich rozkręcających Bloga:) Będę tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że artykuł Cię rozbawił! :) To prawda, tak właśnie rozkręca się bloga i myślę, że każdy przeżywa gdzieś te rozterki "co to wszystko znaczy, ruch organiczny i odesłany, jakieś targety, profil odbiorcy, że co?"

      Usuń