OLEJ RYCYNOWY NA WŁOSY - PIERWSZE WRAŻENIA


Olej rycynowy kupiłam kilka miesięcy temu, z mocnym postanowieniem regularnego stosowania, co oczywiście poszło w diabły jeszcze przed pierwszym użyciem. Buteleczkę odstawiłam do lodówki „na lepsze czasy” i zapomniałam o sprawie. Nieładnie, wiem. Marnowanie pieniędzy i surowca. Sam olej nie jest niczemu winien, ale... wejście w nowy nawyk? No cóż. Każdy czasem myśli o robieniu, zamiast robić. Powiedzmy, że tak właśnie było.


W Internecie wyszperałam, że cudowne właściwości oleju rycynowego to nie tylko włosy i żołądek, że można nim zwalczyć trądzik i rozstępy, a nawet wyleczyć artretyzm. Ile w tym prawdy? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, jednak jeśli chodzi o włosy - myślę, że warto spróbować.


Moje włosy, choć nigdy nie farbowane, są słabe i cienkie. Zdarzyło się, że sporo ich straciłam przez oszalałe hormony i stres. Przypuszczam, że są wysoko porowate, bo ciężko je rozczesać na mokro, olej kokosowy im nie służy, puszą się. Liczę na ten specyfik. Drogeryjne toniki i „ziółka” nie budzą mojego zaufania, dziwnie pachną i najczęściej zawierają sporo chemii. A taki olej? Polecają go mamy i babcie, nie może być zły.

Do każdej porcji smarowidła postanowiłam dodawać po kilka kropel olejku eterycznego rozmarynowego, znanego jako jeden z „zapobiegaczy” wypadania włosów. Powinien poprawić ukrwienie skóry głowy, tym samym wzmocnić cebulki. Wyczytałam też, że przechowywany w lodówce olej warto przed użyciem lekko podgrzać, a miksturę wmasować w skórę miękką szczoteczką do zębów. To chyba wszystko.
Zaczynamy!

Wpisałam olejowanie w kalendarz. Tydzień w tydzień, niedziela rano. Bo weekend, bo mogę zostać w domu i wyglądać jak przetłuszczony rozbitek z bezludnej wyspy. Pierwsza myśl po nałożeniu oleju? „Po jakim czasie włosy zaczynają same się oczyszczać? Czy to w ogóle możliwe? Słyszałam, że tak naprawdę nie trzeba myć włosów, bo one potrafią oczyszczać się same. To pewnie urban legend. Chociaż tłuszcz rozpuszcza tłuszcz, więc może coś w tym jest?”

Masowanie miękką szczoteczką powinno poprawić krążenie skóry i pomóc mieszance wniknąć głębiej. Pomogło też splątać włosy w kołtun. Nikt nie wspominał o tym w internetowych poradnikach. Olej jest tak gęsty, że skleja włosy na beton. Nie odważyłam się ich rozczesać. Uznałam, że lepiej zostawić tę niespokojną strukturę w spokoju i udawać, że problem nie istnieje.


Już na wstępie zawiodłam z tym kalendarzem. Nakładanie oleju przesunęło się z leniwego poranka na późny wieczór. Nie miałam siły czekać na mycie głowy, zasnęłam z ręcznikiem na poduszce, a rano spóźniłam się na uczelnię przez kilkukrotne mycie głowy. Zaschnięta mikstura nie chciała odpuścić. („Czemu, czemu mi to robisz?”)
Po wysuszeniu? Włosy świetnie się układają, błyszczą, chce się je głaskać! Po kołtunach ani śladu. Cały dzień chodziłam zadowolona, aż do chwili, gdy spojrzałam na ścianę nad łóżkiem. Tłusty ślad. Musiałam przypadkowo oprzeć głowę.

Wnioski?

Po pierwszym zastosowaniu nie jestem w stanie powiedzieć zbyt wiele. Wpływ oleju na grubość, czy porost włosów będzie można ocenić może po dwóch miesiącach… Pół roku? Nie mam pojęcia, może i pół roku! Będę dawać znać! Na razie cieszy mnie to, jak dobrze na olej zareagowały włosy. Są bardzo miłe w dotyku, jakby zdrowsze. Użycie oleju nie obciąża włosów, nie przyśpiesza przetłuszczania, nic z tych rzeczy. To prawda, jest gęsty i lepki, nakładanie to udręka, ale efekt wydaje się wart zachodu. Muszę tylko znaleźć lepszy sposób aplikacji. Może atomizer, a potem szczoteczka?

Na koniec kilka prostych wskazówek, które ułatwią zabawę z tym produktem:

1) Pogrzanie oleju nie wpływa na komfort nakładania. Nie łudź się, że nie sklei włosów na amen. Produkt w sekundę gęstnieje! Mimo to, podobno lepiej nakładać olej na ciepło. Czemu? Kto wie, być może stoi za tym jakaś chemiczno-fizyczna prawda.
2) Wmasowywanie oleju szczoteczką daje poczucie dobrze spełnionego obowiązku, powoduje jednak powstanie lepkich kołtunów. Najlepiej zostawić je w spokoju, a włosy rozczesać po umyciu.
4) Olej zmywać zwykłym szamponem! Delikatny szampon bez SLSu, którego używam na co dzień, nie poradził sobie z tym zadaniem.
5) Nie siedzieć z zegarkiem w ręku! Po zmyciu oleju włosy były niesamowicie gładkie, miękkie i błyszczące. Co prawda nie mam porównania, ale biorąc pod uwagę efekt (i własne lenistwo) – w ciemno polecam potrzymać olej nieco dłużej.
6) Ale jeśli spać w olejem, to może z soboty na niedzielę? Na przykład, by w poniedziałek nie walczyć z czasem po raz trzeci myjąc włosy... Pamiętać o ręczniku pod głową, by nie zatłuścić pościeli!
7) Na koniec – zawsze warto pokusić się o próbę uczuleniową. Wszystko może wywołać alergię, jeśli nie u mnie, to u kogoś innego.
Trzymajcie się ciepło kochani!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 What's up Katie! , Blogger